4Buildings 2019

Polski rynek prefabrykacji – perspektywy, szanse, wyzwania – pod takim hasłem odbyła się jedna z debat 4 Buildings w Katowicach. Rozmówcy próbowali odpowiedzieć na pytanie, jak wygląda przyszłość technologii prefabrykacji w polskim budownictwie. Porównywano rynek polski do zagranicznych, próbowano zdefiniować sektory branży, które skorzystają w największym stopniu na implementacji technologii prefabrykacji, debatowano nad możliwymi sposobami rozprawienia się z negatywnym wizerunkiem budownictwa prefabrykowanego, który pokutuje wciąż wśród wielu inwestorów.

– Z informacji jakie posiadam w Polsce prefabrykacja nie stanowi znaczącego udziału w budownictwie ogółem. Jako firma oceniamy, że na dzień dzisiejszy prefabrykacja betonowa stanowi ok. 1 proc.  rynku. Jest to bardzo mało – powoływał się na dane liczbowe Jarosław Wilk, dyrektor rozwoju biznesu, Lafarge. – Powinniśmy otwarcie zadać pytanie jak to się dzieje, że w innych krajach ten wskaźnik jest znacznie większy. W krajach skandynawskich jest to średnio 45 proc., w Szwecji jest to 70 proc. W Polsce mamy zatem jeszcze wiele do zrobienia. Osobiście wierzę, że istnieją ogromne perspektywy dla tego budownictwa – postulował. 

Nieśmiertelna wielka płyta

Podejmując próby zidentyfikowania powodów takiej sytuacji, rozmówcy wskazywali na kilka istotnych czynników. Jednym z tematów obecnych w całej dyskusji były pejoratywne (i mylne) popularne skojarzenia związane z prefabrykacją. – Generalnie myślę, że problem z prefabrykacją w Polsce to pokłosie budownictwa tzw. wielkiej płyty z czasów PRL – mówił Marek Koczy, architekt, członek zarządu, SARP oddział Katowice. 

 – Myślę, że pokolenie ludzi, którzy nie żyli w tamtych czasach powoli zaczyna zapominać o tym jak to wyglądało. I to jest wielka szansa na to, żeby prefabrykacja w Polsce się rozwijała. Jako architekt widzę w przeciągu 5 lat ogromny rozwój budownictwa, czy to modułowego, czy szkieletowego, czy to poszukiwania różnych alternatyw przez klientów. Może na razie jesteśmy na szarym końcu Europy Zachodniej, natomiast szanse mamy ogromne – prognozował  Marek Koczy.

Pozostając w temacie wielkiej płyty, Jarosław Wilk zwracał uwagę, że nawet tej technologii nie można postrzegać wyłącznie w negatywnym świetle. – W tamtym okresie były problemy z dostępnością materiałów, nie zwracano uwagi w należyty sposób na jakość tych elementów. A mimo to te budynki stoją do tej pory i nic się z nimi nie dzieje – podkreślał, zaznaczając jednocześnie, że w samych technologiach produkcji betonu w ostatnich latach nastąpił znaczny postęp, pozwalający na dużą dowolność samej prefabrykacji.

Kamil Kowalczyk, dyrektor handlowy w firmie Climatic zwracał z kolei uwagę, że budownictwo prefabrykowane najpopularniejsze jest w krajach zamożnych.  – Budownictwo modułowe sprawdza się wszędzie tam, gdzie jest już wysoki wskaźnik PKB, gdzie ludzie dobrze zarabiają, gdzie robocizna dużo kosztuje. Dlatego Polska dopiero wchodzi na drogę tego rozwoju  – zauważał.

– Należy pamiętać, że tzw. wielka płyta powstała w innych realiach. To była gospodarka scentralizowana, generalni wykonawcy z reguły mieli własne zakłady prefabrykacji i montaż tych prefabrykatów nie był większym problemem. W chwili obecnej gdy generalny wykonawca jest w zasadzie inwestorem zastępczym, zamawianie prefabrykatów staje się problematyczne. Prościej jest znaleźć podwykonawcę, który wyleje elementy żelbetowe na placu budowy niż szukać najpierw ekipy, która wytworzy prefabrykat, a później go zmontuje –  zauważał Michał Chrzanowski, architekt i partner, HRA Architekci.

Realne korzyści dla wszystkich

Jednym z poruszonym wątków był również - istotny dla inwestora - aspekt kosztów budowy budynku modułowego czy prefabrykowanego. Świadomość rynku dotycząca prefabrykacji często bywa powierzchowna, a inwestorzy nie są świadomi płynących z jej zastosowania realnych korzyści, w tym również tych finansowych. – Budownictwo modułowe zawsze będzie droższe o pewne elementy: utrzymanie hali produkcyjnej, technologia, know-how, transport – przyznawał Kamil Kowalczyk, zaznaczając jednak, że prefabrykacja jest idealnym rozwiązaniem w dobie rosnących kosztów robocizny. – W tej chwili robocizna przekracza już 50 proc. wartości inwestycji – to tutaj możemy szukać rozwiązań. Widać to na przykładzie rynku niemieckiego, gdzie specjalnie inwestuje się w droższe materiały i technologie, ale wymagające mniej czasochłonności. W oszczędności czasu pracy jesteśmy w stanie szukać oszczędności dla inwestycji – podkreślał. 

– Powierzchnia użytkowa mieszkania (tak zwany PUM) w przypadku budynku prefabrykowanego w porównaniu do budynku powstałego w tradycyjnej technologii na tym samym terenie, jest o ok. minimum 3,5 proc., a nawet o 5 proc. większa. To jest dodatkowy przychód do dewelopera – mówił Jarosław Wilk. 

Budownictwo prefabrykowane i modularne były również wskazywane jako sposób na poradzenie sobie z wyzwaniem braku wykonawców, zmieniające się trendy na rynku pracy oraz wchodzących na niego młodych pokoleń mających inne oczekiwania co do warunków, w jakich będą pracować. 

O problemie braku wykonawców mówił Marek Koczy: – Jest problem z ludźmi, którzy by pracowali na budowie. Na razie wciąż mamy napływ na rynek pracowników z Ukrainy, natomiast to też się już kończy. Powinniśmy tak pokierować budownictwem, aby poszło w kierunku automatyzacji, robotyki, przemysłu 4.0. – przekonywał.

– Budowlańcowi nie chce się jeździć w delegacje. Ale możemy mu powiedzieć, że będzie miał jedną budowę, która trwa kilkanaście lat, a zmienia się tylko projekt. Zawsze ma materiały, stołówkę i magazyn w jednym miejscu, nie musi się martwić, czy pada, nie pada, że majster zawali, że coś innego się stało – zauważał Kamil Kowalczyk.

– Mam okazję  rozmawiać z szefami firm budowlanych w Polsce. Ich podstawowym problemem jest problem ze znalezieniem pracowników. Bo ich nie ma. Jeżeli się popatrzy na strukturę wiekową pracowników to są to osoby w wieku 40-50 lat. Jeżeli ktoś młody przychodzi, do pracy to rezygnuje po trzech tygodniach. Ta praca jest ciężka, w różnych warunkach atmosferycznych i młodzi ludzie nie chcą tak pracować – wtórował mu Jarosław Wilk. – Na rynek wchodzi tzw. pokolenie Z. Wystarczy ich zapytać, czy chcą pracować na budowie, gdzie pada, wieje, jest zimno albo jest bardzo gorąco, czy może chcą pracować w nowoczesnym zakładzie, pod dachem, gdzie jest ciepło, gdzie jest stabilna praca, a po 8 godzinach wraca się do domu – pytał retorycznie.

Inne oczekiwania i styl życia charakteryzujące młode pokolenie przywoływał również Roman Stanisławski, prezes zarządu, Budizol Sp. z o.o. S.K.A. Tym razem jednak, odnosząc się do zmieniających się postaw i zachowań samych inwestorów. Odniósł się jednocześnie do interesującego zjawiska, charakterystycznego niemal wyłącznie dla polskiego rynku mieszkań - stanu deweloperskiego - prognozując jednocześnie, że wraz ze schyłkiem jego "ery" i wykańczaniem mieszkań "pod klucz", budownictwo modułowe ma duże szanse na rozwój, własnie w "mieszkaniówce". – Młodzi ludzie nie chcą już zmieniać tego, co zaprojektował architekt. Oni po prostu to mieszkanie wybierają i jak już wybrali, to przyjmują je z dobrodziejstwem inwentarza. Można je prefabrykować i wykańczać pod klucz – przekonywał.

Budynki pasywne tylko z prefabrykatów?

Roman Stanisławski zwrócił także uwagę na zaostrzające się normy dotyczące efektywności energetycznej budynków, które mogą być prawdziwym problemem dla budownictwa tradycyjnego i - jednocześnie - szansą dla prefabrykatów. – Jeżeli wejdzie teraz norma WT 2021, która nakłada naprawdę kolosalne obciążenia na inwestorów i budujących szczególnie domy, to ja mam problem z wyobrażeniem sobie, jak inwestor - lekarz, prawnik, redaktor - będzie w stanie wybudować sobie dom, pasywny lub dom zeroenergetyczny, bo o takich tylko od 2021 roku będziemy rozmawiali. Jak wspomniany inwestor, pracujący od 9 do 17, ma potem jechać jeszcze na budowę i uzgadniać z będącymi tam  pracownikami, co mają robić. Jak on sobie poradzi z tą rekuperacją, wentylacją, współczynnikami, o których nic nie wie?  – pytał retorycznie. 

– W warunkach gospodarczych nie będzie możliwe osiągniecie budownictwa pasywnego – mówił zdecydowanie Kamil Kowalczyk: – Nad konstrukcją musi czuwać zespól osób z każdej branży, która sprawdza dany element. Jeden mostek cieplny może "rozwalić" cała przegrodę. Dlatego prefabrykacja ma największe znaczenie, bo na zakładzie jesteśmy w stanie to kontrolować, czuwać nad tym, aby te przegrody były powtarzalne, takie jak zaprojektował je projektant.

Dla kogo budownictwo prefabrykowane?

Gdzie zatem szukać szans na rozwój budownictwa prefabrykowanego? Pytany o to, czy któryś z sektorów rynku powinien szczególnie zainteresowań się tą technologią, Michał Chrzanowski architekt i partner, HRA Architekci, odpowiadał:

– Wydaje mi się, że należałoby zwrócić uwagę na te sektory, które się charakteryzują dużą powtarzalnością. Ostatnio bardzo dynamicznie rozwija się rynek akademików deweloperskich, które są w zasadzie hotelami o obniżonym standardzie. Z drugiej strony budownictwo wielkoprzestrzenne, czyli hale produkcyjne, garaże, centra handlowe. Te budynki są bardzo wdzięczne w prefabrykacji – wyliczał. Architekt zwracał również uwagę na programy rządowe, które mogą być impulsem do większej popularyzacji budownictwa prefabrykowanego. – Jeżeli chodzi o szansę budowy domów prefabrykowanych, to uważam, że potrzebny jest program czy nisza, w której prefabrykacja może się odnaleźć. To co robi Polski Fundusz Rozwoju Nieruchomości z programem Mieszkanie Plus, w którym pokazują się wskazania na prefabrykację, daje szansę na odrodzenie prefabrykacji w Polsce – przewidywał.

Ciekawą wizję architektury prefabrykowanej przyszłości kreślił arch. Marek Koczy. – Wydaje mi się, że każdy budynek można sprefabrykować i każdy budynek może wynieść coś pozytywnego i coś negatywnego z prefabrykacji. Największym problemem jest chyba ta nudna powtarzalność. Moim zdaniem kluczem do rozwiązania tego problemu jest stworzenie modułowości na zasadzie centrum pompidou we Francji. Mało kto wie, że było ono projektowane jako budynek, który może zmieniać kondygnacje, który może być modułowy, który może być żywym tworem. I moim zdaniem to jest przyszłość prefabrykacji – mówił.

Arch. Marek Koczy zwracał również uwagę na to, że prefabrykowana architektura nie musi być wcale architekturą brzydką, powołując się na przykład wybudowanego przez Budizol budynku przy ul. Sprzecznej 4 w Warszawie. – Warto pokazywać przykłady dobre architektury prefabrykowanej, takiej jak budynek na Sprzecznej. Coś co jest modułowe, nie musi być brzydkie. Prefabrykacja może być fajna! –  mówił. 

Prezes firmy odpowiedzialnej za wspomniany budynek, Roman Stanisławski podkreślał z kolei: – Jeżeli współpracujemy z architektem, jeżeli rozmawiamy z inwestorem to możemy sprefabrykować wszystko – czy to będzie stal, czy to będzie drewno, czy to będzie żelbet, czy to będą konstrukcje sprężone. Prefabrykacja zwykła kojarzyć się z wielką płytą. To nie jest wielka płyta. Prefabrykacja to inny sposób myślenia.